
JAK ZROBIĆ LICENCJĘ PILOTA? CZY LOTNICTWO JEST DLA WSZYSTKICH? CO TAK NAPRAWDĘ OZNACZA LATANIE?
Rozmawiamy z Dawidem Rutkowskim, kierownikiem Działu R&D, który w naszej firmie zajmuje się badaniami i rozwojem rozwiązań informatycznych dla przemysłu. Poza pracą zawodową w SuperDrob realizuje jednocześnie swoją niesamowitą – lotniczą pasję. Ma własny samolot, a co za tym idzie – posiada licencję pilota. Jaką drogę musiał przejść, by uzyskać uprawnienia do latania? Gdzie często odbywa podniebne wyprawy? Co warto wiedzieć o lotnictwie? Dowiemy się tego i nie tylko. Dawid przywołuje również wspomnienia, ciekawe anegdoty, a także liczne ciekawostki, które jednocześnie są cennymi wskazówkami dla przyszłych pilotów.
Zespół PR: Zapoznaj nas najpierw ze swoją pracą zawodową. Od jakiego czasu jesteś w Zespole SuperDrob i czym dokładnie zajmujesz się w firmie?
Dawid Rutkowski: W SuperDrob pracuję obecnie piąty rok. Jestem członkiem zespołu R&D w IT na stanowisku kierownika działu R&D. Nasz sektor zajmuje się tworzeniem i wdrażaniem aplikacji, które wspomagają procesy biznesowe. Dotychczas wdrożyliśmy np. SAP-a (dla działu HR), DMS-a czy kartę producenta. To tylko niektóre aplikacje, aczkolwiek jedne z większych, które uruchomiliśmy. Jeśli natomiast chodzi o współpracę z poszczególnymi działami, odbywa się ona głównie z pracownikami biurowymi. Nie zmienia to jednak faktu, że każdy dział jest naszym potencjalnym klientem wewnętrznym. Począwszy od działu kontraktacji, poprzez dział HR, a kończąc na księgowości. Tak naprawdę nie mamy tutaj ograniczenia, ponieważ każdy w firmie może zamówić jakiś rodzaj narzędzia teleinformatycznego, które będzie usprawniało pracę.

Co sprawiło, że pojawiła się w Twoim życiu lotnicza pasja?
Jako młodego człowieka w wieku siedemnastu lat bardzo nosiło mnie po świecie. Wówczas jeszcze w kręgu moich zainteresowań były motocykle. Jednak po którymś z kolei incydencie drogowym zainterweniowała moja mama, mówiąc, że mam już przestać zajmować się motocyklami – czymkolwiek, tylko nie tym. Uznałem, że w zasadzie jazda motocyklami nie sprawdzi się na gruncie zawodowym, a ponadto jest zbyt niebezpieczna. Stąd też zrodził się pomysł latania. Kupiłem wtedy motolotnię do samodzielnego złożenia. Ktoś zaczął projekt motolotni, ale go nie dokończył, więc ja go odkupiłem (zresztą za pieniądze ze sprzedaży motocykla), złożyłem i postanowiłem sam się nauczyć latać. Skończyło się to wtenczas mało przyjemnie i dość dotkliwie, ale na szczęście z niewielkimi obrażeniami. Kiedy wyszedłem z połamanej motolotni uznałem, że to jest dla mnie za wolne i nie będę latał czymś, co zamiast skrzydeł ma namiot. I tak postanowiłem zająć się lotnictwem. Od razu jednak nie poszedłem za ciosem, odłożyłem to na dłuższy czas, aż w pewnym momencie to we mnie dojrzało.
Kiedy przyszła ta myśl „Zrobię licencję pilota”? Co to był za moment?
Długo trwało zanim zdecydowałem się pójść na kurs pilota. Zacząłem od kalkulacji, do czego ma służyć mi ta licencja. Część ludzi robi ją pod wpływem impulsu, natomiast ja ułożyłem sobie plan. Uznałem, że sama licencja mi nie wystarczy i przekalkulowałem ile pieniędzy muszę przeznaczyć, żeby mieć swój samolot i po prostu móc swobodnie latać. Uważam, że bardzo ważny jest taki plan dotyczący jakiego rodzaju samolotami chce latać i jakie lotnictwo uprawiać. Trzeba umieć sobie na to odpowiedzieć. Jeśli ktoś w ogóle myśli o lataniu warto skontaktować się z ludźmi, którzy umożliwią wypróbowanie różnych samolotów. Oczywiście, robi się to za pieniądze, można wynająć pilota czy zapisać się do szkoły. Kiedyś był taki trend, że najpierw człowiek wykonywał licencję szybowcową, później samolotową, odbywał godziny w klubach, itp. Teraz inaczej żyjemy, chcemy szybciej osiągać cele. Istotna jest jednak kwestia tego, do jakiego poziomu to lotnictwo mam rozwijać. Ja uznałem, że to typowe hobby, które ma mi dostarczać zadowolenia, energii i pozwolić oderwać się od ziemi.
Na pewno jest dużo różnego rodzaju licencji. Jaką Ty posiadasz i do czego ona konkretnie uprawnia? Możesz pilotować wybrane kategorie samolotów? Są jakieś ograniczenia co do wagi maszyny czy pokonywanego dystansu?
Na swojej licencji mam prawo pilotować lub wypożyczyć maszynę ultra lekką. To jak daleko polecę zależy od typu maszyny. Swoim samolotem mogę przelecieć ciągiem cztery godziny o prędkości 150 km/h. Wobec tego zasięg ogólnopolski nie stanowi żadnego problemu. Kierunki takie jak Szczecin, Jastarnia czy Zakopane są osiągalne. To nam w zupełności wystarcza, żeby spędzić lotniczy weekend i polecieć np. wykąpać się do Kołobrzegu, stamtąd na dobry obiad do Wrocławia i na kolację być z powrotem w domu. Samolot daje właśnie taką możliwość.
Czy są jakieś szczególnie trudne lotniska do lądowania? Czym się charakteryzuje takie lotnisko?
Ciekawe i jednocześnie wymagające lotnisko jest w Jastarni. Upłynęło trochę czasu zanim tam poleciałem. Musiałem najpierw nabrać doświadczenia, poszerzyć wiedzę oraz umiejętności. Istnieją zarówno lotniska proste, jak i trudne, które wymagają większego doświadczenia od pilota. Tak też jest na lotnisku w Jastarni. Zazwyczaj wieje tam boczny wiatr, występują duszenia i rotory (czyli zawirowania powietrza), lotnisko jest schowane za głębokimi drzewami, lądowanie odbywa się z nad wysokich drzew, które znajdują się również z przodu. Trzeba to dobrze przeanalizować, gdyż ten lot może być nieprzyjemny i niebezpieczny.
Jakbyś wyjaśnił poprzez swoje doświadczenie na czym polega latanie?
Latanie składa się głównie z analizy. Nie wygląda to jak jazda na rowerze, kiedy możemy dopiero w trakcie zastanawiać się, gdzie pojedziemy. Poza tym, rower nawet jak nie jest w stu procentach sprawny, to i tak sobie poradzimy. Samolot natomiast już musi być całkowicie sprawny i za to odpowiada ostatecznie pilot. Przed każdym lotem należy zrobić przegląd, niezależnie od tego, że wczoraj maszynę odstawił kolega i potwierdził pełną sprawność. Zanim uruchomię maszynę zawsze sprawdzam według całej check listy czy na pewno wszystko jest w porządku. Oprócz tego maszyna przechodzi przeglądy okresowe pod okiem instruktora. Bardzo istotne jest samo planowanie. W zasadzie od tego zaczyna się latanie. Ustalam gdzie chce lecieć, po co i z kim. To wszystko zależy również od pogody, długości dnia, czasu zachodu słońca, warunków w miejscu startu i lądowania, w miejscach pośrednich oraz lotniskach zapasowych.
Trzeba wiedzieć, że są ograniczenia w przestrzeni i są one publikowane w Internecie.
Zanim wzbijesz się w powietrze musisz zaplanować to na kartce lub pomocniczych, informatycznych aplikacjach. Dodatkowo, warto wytyczyć sobie tą trasę na mapie. Dlatego, że przestrzeń powietrzna jest podzielona. Co prawda tam nie ma skrzyżowań dla takich małych samolotów, ale są przestrzenie, gdzie nie wolno wlatywać. Na przykład lot nad stadionem narodowym podczas imprezy masowej. Normalnie, jednak mam prawo tam latać i często pokazuję obiekt z góry znajomym czy rodzinie. Trzeba wiedzieć, że są ograniczenia w przestrzeni i są one publikowane w Internecie. Pilot musi odpowiednio przygotować się do tego lotu. Dotyczy to też ćwiczeń wojskowych, organizowanych w jakimś rejonie, na który wtedy też nie można wlatywać.
Czyli nie działa to na zasadzie kiedy mam ochotę, to wsiadam i lecę bez chwili wahania?
Towarzyszą temu solidne przygotowania.
Zazwyczaj tak nie jest, aczkolwiek często jako piloci mówimy sobie „te trasy są już nam znane” i wiemy którędy się leci. Najlepiej po punktach nawigacyjnych, po jakichś elementach, które są charakterystyczne dla danej ścieżki.
Latamy do Jastarni na drinka na plaży. Do Częstochowy na pierogi. Do Piotrkowa Trybunalskiego na przepysznego schabowego na lotnisku.
Gdzie najczęściej latacie? Masz jakieś swoje ulubione bazy wypadowe?
Latamy do Jastarni na drinka na plaży. Do Częstochowy na pierogi. Do Piotrkowa Trybunalskiego na przepysznego schabowego na lotnisku. Znowu do Kielc np. na pizzę. A do Nowego Targu po oscypki, żeby wsiąść do busa i pojechać do Zakopanego do centrum, przejść się po Krupówkach i z powrotem. Mamy swoje takie stałe punkty. Oczywiście, latamy też na kilka samolotów, jak np. odbywa się w danym miejscu jakaś impreza.
Jak zaplanuje cztero-godzinny lot bez przerwy, to jest już dużo.
A jaka była Twoja najdłuższa podróż lotnicza? Ile czasu Ci zajęła?
Zazwyczaj planujemy weekend, aby to nie było taką koniecznością i zmęczeniem materiału. Siedzi się jednak w słuchawkach, nie jest to też najbardziej komfortowa pozycja, ciągłe skupienie, więc organizm szybciej się wyczerpuje. Wiem też, że potrzebna jest nam percepcja. Jak zaplanuje cztero-godzinny lot bez przerwy, to jest już dużo. Lepsze są dwa krótkie loty z między lądowaniem, przerwą, a najlepsze są weekendy. Lecę wtedy trzy godziny w jedną stronę, tam mam długi odpoczynek, w postaci noclegu czy też widzę się ze znajomymi. Jeśli leci dwóch pilotów może obejść się bez noclegu, wystarczy się zmienić.
Jak długo już latasz?
11 lat, tyle czasu mam licencję.
Jest bardzo dużo lądowisk, nie lotnisk. To zazwyczaj ludzie, którzy mają pas ziemi, (…) na którym postawili hangar na samoloty.
Jak to wygląda z pozostawieniem w danym miejscu samolotu? Są wyznaczone punkty?
Korzystamy z lotnisk aeroklubowych albo najczęściej prywatnych. Jest bardzo dużo lądowisk, nie lotnisk. To zazwyczaj ludzie, którzy mają pas ziemi (np. siedemset metrów), na którym postawili hangar na dwa/trzy samoloty. Można tam zostawić maszynę. Nierzadko ta gościna jest bezpłatna. Po prostu ludzie cieszą się, że ktoś ich odwiedził, mają okazję porozmawiać z kimś o lotnictwie. Bywa też, że jest ustalona opłata. Najciężej współpracuje się z wojskowymi – duża ilość procedur do wypełnienia, wiele zezwoleń do uzyskania. To dosyć mocno zniechęca cywilnego pilota.
Przy każdym locie wymagane jest zezwolenie?
Tego procedura nie reguluje, natomiast zdrowy rozsądek nakazuje – zadzwoń najpierw i dowiedz się, jakie są warunki, czy w ogóle Cię przyjmą. Bo np. może tam być festyn, piknik, impreza rodzinna albo zaplanowano remont albo też pas nie nadaje się do użytku (np. przez dziki). Jeżeli lądujemy na lądowisku prywatnym, to zazwyczaj na stronie internetowej (w miejscu spisu wszystkich lądowisk) mamy podany numer telefonu kogoś, kto tym zarządza.
Podczas latania pierwszą rolę odgrywa działanie proceduralne, a drugą rolę odgrywa doświadczenie pilota.
A jeśli zaskoczą Cię jakieś warunki pogodowe, co wtedy?
Wówczas już na samym początku dopuściliśmy jakieś ryzyko i ono się zmaterializowało. Powinniśmy w taki sposób planować lot, aby mieć pewność, że jest klarowna pogoda. W sytuacji, kiedy natura nas zaskoczy i jesteśmy zmuszeni do powrotu, musimy mieć zawsze w zanadrzu plan awaryjny. Najgorszym scenariuszem jest tworzyć taki plan w trakcie. Jesteśmy skoncentrowani na locie, mamy dziesiątki bodźców, które do nas dochodzą w tym samym momencie, a do tego dochodzi awaria samolotu, wtedy robi się nerwowo. Wówczas pozostaje nam sobie z tym poradzić zgodnie z określonym procedurami. Podczas latania pierwszą rolę odgrywa działanie proceduralne, a drugą rolę odgrywa doświadczenie pilota. Bo jak już jesteśmy poza procedurami, one już nie mogą zadziałać i nam pomóc.
Podaj przykład jakiejś podstawowej procedury?
Jedna z procedur mówi o tym: w każdym momencie lotu masz obowiązek wiedzieć, gdzie jest pole twojego przyziemienia. Oznacza to, że lecąc po prostej należy obserwować przestrzeń, aby wiedzieć kiedy, jak nagle zgaśnie silnik w ciągu paru sekund zdecydować, w którą stronę lądujesz. Na tym polega też latanie. Czasami pasażerowie dziwią się, że nie rozmawiam podczas lotu i jestem wyciszony. To wynika po prostu ze skupienia na danej czynności.
Amatorska licencja umożliwiająca mi latanie w dwie osoby oraz posiadanie statku powietrznego w zupełności mi wystarczy.
Jaką drogę musiałeś przejść, żeby uzyskać uprawnienia na latanie? Jakie odbyłeś szkolenia, kursy? Mógłbyś opisać w skrócie swoje etapy prowadzące do objęcia steru samolotu?
Jako instruktor nurkowania wiedziałem już ile energii trzeba włożyć w kolejne doświadczenie, jakim jest lotnictwo, ale też co z tym zrobić. Stwierdziłem, że amatorska licencja umożliwiająca mi latanie w dwie osoby (czyli pilot i pasażer) oraz posiadanie statku powietrznego w zupełności mi wystarczy. Pod tym kątem zacząłem się kształcić. Zapisałem się na kurs pilota, a ponadto miałem już kontakt z ludźmi, którzy również chcieli mieć swoje maszyny, aby latać własnym statkiem powietrznym. I tak dobraliśmy się w taki team.
Taki najprostszy kurs rozpoczyna się od dwudziestu kilku godzin w powietrzu, jednocześnie należy pamiętać, by zachować pewną ciągłość.
Najpierw więc pojawiła się chęć posiadania samolotu i latania, a później kształcenie w tym zakresie. W przypadku niektórych ludzi tak jest, również u mnie, że poprawność edukacji poprzez kurs jest wymuszona. Chcielibyśmy już to posiadać, już to wykonywać, ale zdrowy rozsądek podpowiada, że lepiej iść na kurs i uczyć się pod okiem fachowców. Tak zrobiłem, poszedłem na kurs. Jak się wszystko dobrze poskłada, czyli jest odpowiednia koncentracja, nastawienie i chęci wykonania kursu, pogoda dopisuje i nie ma problemu z dostępnością sprzętu to można zrobić kurs w ciągu jednego sezonu. Warto wiedzieć, że taki najprostszy kurs rozpoczyna się od dwudziestu kilku godzin w powietrzu, jednocześnie należy pamiętać, by zachować pewną ciągłość. Nie da się przyjść na dwie godziny i po dwóch miesiącach ponownie na dwie godziny, gdyż z jednej strony ciągnęłoby się to w nieskończoność, a z drugiej strony ręka zapomniałaby swoich nawyków.

Jak to mówią piloci: „start jest możliwością, ale lądowanie jest koniecznością”
Na czym polega taki kurs latania?
Kurs latania polega głównie na umiejętności startu i lądowania. To jest prawie osiemdziesiąt procent praktycznych umiejętności. Dlatego, że są to dwa najtrudniejsze manewry. Jak to mówią piloci: „start jest możliwością, ale lądowanie jest koniecznością”. Wszystkie zmysły są wtedy wyczulone, a wszystkie procedury muszą być dokładnie sprawdzone. Bo latanie nawet takie amatorskie nie polega wbrew pozorom na tym, że wsiadamy do maszyny i po prostu lecimy. To wymaga przygotowania, odprawy, sprawdzenia wszystkiego, później lotu i nawet wtedy mamy jedynie krótką chwilę, żeby podziwiać widoki. Cały czas kontrolujemy dużą ilość zegarów, przyrządów i to gdzie się znajdujemy, bo wystarczą jeden, dwa szybkie zakręty i człowiek już ma problem się odnaleźć. Niestety elektronika nie załatwi za nas wszystkiego.
Maszyna, którą posiadam to polska konstrukcja ze stajni z Krosna – Junior.
Wiemy, że posiadasz swój osobisty samolot. Co zdecydowało o zakupie? Jaki jest to model i od jakiego czasu jest w Twoim posiadaniu?
Maszyna, którą posiadam to polska konstrukcja ze stajni z Krosna – Junior. Bardzo wdzięczny samolot, aczkolwiek nie najłatwiejsza konstrukcja w lataniu. Lubią ją piloci, ale potrzebne już jest doświadczenie, żeby tym samolotem latać. Junior to dwumiejscowa maszyna, która lata w klasie 450 kg. W skład tej wagi wchodzi samolot gotowy do startu z płynami (w tym paliwo) plus pasażer i pilot. Nie można tej wagi przekroczyć.
Dostępne są samoloty, którymi lata się dużo prościej, dobre na początek drogi lotniczej.
Maszyna ma dodatkowo wbudowany pirotechniczny system ratunkowy (taki spadochron). To jedyny system zabezpieczenia. W razie zagrożenia, jeśli nie mógłbym wylądować nawet awaryjnie, wówczas ciągnę za linę układu, otwiera się czasza, wystrzeliwuje na 30 m rakieta do góry i cały samolot ląduje na tym spadochronie.
Dostępne są samoloty, którymi lata się dużo prościej, dobre na początek drogi lotniczej. Generalnie jest to mój drugi samolot. Pierwszy został już sprzedany, a był nim Zodiak. Taka konstrukcja składana przez amatorów. Dzięki możliwości kupienia gotowych kitów i samodzielnej pracy można częściowo obniżyć koszt zakupu maszyny.
W każdej minucie lotu, pilot musi wiedzieć, gdzie się znajduje, a także w jakiej odległości i kierunku są pola, w których w razie awarii może wylądować.
Dużo lepiej lata Ci się aktualnym samolotem – Juniorem niż Zodiakiem?
Tak, bo to już lepszej klasy samolot. Wiadomo, że można jechać wozem drabiniastym, traktorem i samochodem osobowym – wszystko ma koła i każdym damy radę pojechać. Maszyna, którą posiadam nie jest wyczynowa, a prędkość przelotową ma pomiędzy 140-160 km.
W każdej minucie lotu, pilot musi wiedzieć, gdzie się znajduje, a także w jakiej odległości i kierunku są pola, w których w razie awarii może wylądować.
Samolot, który posiadasz jest wyłącznie Twoją własnością? Jego utrzymanie na pewno jest kosztowne.
Uznałem, że aby latać i móc to finansować najlepsza będzie spółka. I tak też udało się to stworzyć. Łącznie jest nas trzech. Stąd wszystkie koszty utrzymania stałe i zmienne, hangarowanie, itp. dzielimy zawsze równo. Niezależnie od tego ile, kto wylata. Maszyna stoi i jest dostępna. Nigdy nie pojawiły takie konflikty, że wszyscy chcieliśmy lecieć w tym samym czasie. W sytuacji złożenia terminów pierwszeństwo miał ten, który najmniej latał do tej pory. Dlatego to ważne, żeby dobrać się z takimi ludźmi, z którymi rozumiemy się w tej dziedzinie. Decydujemy zawsze o wszystkim razem. Czasami przez zwykłe głosowanie i większość ma wtedy prawo wyboru. A niekiedy decyduje głos rozsądku, wówczas zostawiamy komuś daną rzecz do zrealizowania, np. przeprowadzenie przeglądu i jeden z nas to nadzoruje. Znowu ktoś inny nadzoruje dokumentację i w ten sposób dzielimy się tego typu procesami. Spółka to bardzo często wybierana forma użytkowania samolotu, aby zminimalizować koszty.
Co pod kątem technicznym różni samolot od samochodu?
Trzeba pamiętać, że samolot leci po prostej. Nie ma zakrętów, skrzyżowań, a są bariery wysokości i strefy, które musimy omijać. Te mapy lotnicze trzeba znać, sprawdzać, studiować. One są aktualizowane na bieżąco. Tutaj GPS nie wystarczy, ponieważ pełni on tylko funkcję wspomagającą. W samolocie nie można tak polegać na elektronice, jak w samochodzie. Na zasadzie ustawiam punkt docelowy i prowadzi mnie do celu. Tu nie ma takiej możliwości. W każdej minucie lotu, pilot musi wiedzieć, gdzie się znajduje, a także w jakiej odległości i kierunku są pola, w których w razie awarii może wylądować. Na tym polega latanie ultra lekkimi maszynami. Omijamy np. różnego rodzaju zbiorniki, jeziora, wielkie lasy czy puszcze, żeby zwiększyć bezpieczeństwo.
To był moment, kiedy cieszyłem się bardziej, że udało mi się wylądować niż, że wystartowałem.
Opowiedz nam o swoim pierwszym samodzielnym locie. Jakie to uczucie wzbić się w powietrze?
Pierwszy lot samodzielny wykonuje się na kursie pod okiem instruktora. Jest to dla każdego ogromne przeżycie. Instruktor decyduje o tym czy i kiedy pilot jest gotowy. Niektórym ludziom zajmuje to dużo więcej czasu, niż innym. W moim przypadku poszło to dość sprawnie. Byłem skoncentrowany i po dwudziestu godzinach siedziałem już w samolocie samodzielnie. Miałem ścieżkę wytyczoną po Polsce, gdzie latałem za swoimi instruktorami i gdzie mogłem, tam ich goniłem by tylko wsiąść do maszyny. Pamiętam też taki moment, gdy usiadłem już w swoim samolocie pierwszy raz. Złożyło się tak, że kupiliśmy samolot i ja akurat już kończyłem licencję. Byłem bardzo napalony na ten lot i ta chęć przewyższyła zdrowy rozsądek i wszystko, co nam wpajano.
Miałem kilka podejść zanim udało mi się wylądować.
Pamiętam, jak wyrwałem się wtedy z Modlina podczas niesprzyjającej pogody, która strasznie mnie ukarała turbulencjami. Wróciłem prawie poobijany. To był moment, kiedy cieszyłem się bardziej, że udało mi się wylądować niż, że wystartowałem. Miałem kilka podejść zanim udało mi się wylądować. Zdecydowanie to był błąd, tamtego dnia nie powinienem w ogóle lecieć.
Latanie jest procesem wymagającym ogromnego skupienia, czynnością wymagającą dużej uwagi i solidnego przygotowania.
Złota rada dla innych przyszłych pilotów?
Rozumiem tych wszystkich, których napędza chęć rozwoju i robienia czegoś nowego. To jest siła, która nas pcha do rozwoju. Nie powinno się w sobie tego tłamsić, powinno się próbować różnych rzeczy. Zachęcam też ludzi, którzy w ogóle myślą o lataniu, żeby przelecieli się z kimś takim samolotem i zobaczyli czy to w ogóle im odpowiada. Kilku moich znajomych czy obcych z polecenia chciało spróbować latania, zanim pójdą na kurs. Polatali ze mną i zrozumieli, że zbyt dużo wysiłku muszą włożyć, by czerpać tą przyjemność np. z widoków. Latanie jest procesem wymagającym ogromnego skupienia, czynnością wymagającą dużej uwagi i solidnego przygotowania. Już na etapie samego przygotowania powinniśmy czerpać przyjemność. Z takich momentów, że pojedziesz na lotnisko, możesz z kimś porozmawiać, wymienić doświadczenie, obejrzeć samolot, itp. Jeżeli natomiast to Cię nie kręci, a jedynie sam przelot, to zdecydowanie lepiej wypożyczyć samolot lub wynająć pilota na godziny.
Jeżeli adrenalina i wszystkie inne elementy wspomagają nasze zmysły, to jeszcze kontrolujesz sytuację.
Czy miałeś sytuację, że coś nieprzewidzianego działo się z samolotem? Kiedy naprawdę się bałeś?
Miałem taką przypadłość w Borach Tucholskich. Po części rozbiłem maszynę podczas lądowania. To była awaria ładowania akumulatora, spadło napięcie. Ta świadomość, że jestem z kimś na pokładzie i moment, kiedy muszę podejmować jako pilot decyzje jednokierunkowe, nieodwracalne. Znalazłem się w miejscu, w którym nie powinienem być. To była taka suma grzechów młodego pilota. Byłem głęboko nad lasem, ale udało się znaleźć jakiś pas zapasowy po staroniemieckim lotnisku. Jeżeli adrenalina i wszystkie inne elementy wspomagają nasze zmysły, to jeszcze kontrolujesz sytuację. Tego też nauczyło mnie nurkowanie. Trzeba złapać ten moment i punkt „przed”, zanim wystąpi takie działanie, które jest przypadkowe, paniczne i chaotyczne. Trzeba działać na zasadzie procedur i to mi się udało. Mój kuzyn to skwitował tak dobitnie. Zapytałem – Czy jesteś gotowy, bo lądujemy awaryjnie? Odpowiedział – Bardziej gotowy już nie będę.
Ja dla swoich pasażerów robię swego rodzaju odprawę, czyli mówię im co wolno, czego nie wolno, co należy samodzielnie robić…
W takich trudnych sytuacjach jest dużo raźniej, kiedy jest ta druga osoba?
Tak, a z drugiej strony ta osoba jest pewnego rodzaju obciążeniem. Jest się odpowiedzialnym w stu procentach, a ta osoba nie ma wtedy własnej woli. Może ewentualnie coś podać, przytrzymać, wykonać jakąś operację czy czynność, do której była wcześniej przygotowana. Ja dla swoich pasażerów robię swego rodzaju odprawę, czyli mówię im co wolno, czego nie wolno, co należy samodzielnie robić i uczę np. jak samodzielnie zapinać/odpinać pasy, itp. W sytuacji awaryjnej mogę nie móc wykonać jakiejś czynności za daną osobę. Co innego, jak lecę z pilotem. Czasami zdarza nam się nawet uciąć krótką drzemkę. Któregoś razu lecieliśmy tak już którąś z kolei godzinę milcząc. W samolocie panowała całkowita cisza i mój kolega wtedy powiedział – „Wiesz Dawid, co jest najpiękniejsze w tym lataniu? To, że lecimy już drugą godzinę, żaden z nas się nie odzywa i to nam w ogóle nie przeszkadza”. Każdy jest pochłonięty czymś innym, koncentrujemy się, przeżywamy na swój sposób i nie zagadujemy się niepotrzebnie.
Latamy z żoną, jeśli tylko pozwala nam na to czas.
Na pasażera zabierasz ze sobą jedynie osoby z rodziny, znajomych, czy też oferujesz jakieś loty odpłatnie?
Oczywiście przede wszystkim z rodziny. Latamy z żoną, jeśli tylko pozwala nam na to czas. Natomiast często zgłaszają się do nas znajomi, którzy chcą zrobić przyjemność/prezent w formie lotu widokowego członkowi rodziny lub komuś bliskiemu. To jednak nie jest nawet usługa, a raczej wzajemna pomoc, a klient proszony jest jedynie o pokrycie kosztów samego przelotu.
Należysz może do jakiegoś klubu „Miłośników Lotnictwa” czy coś w tym rodzaju?
Owszem są takie kluby, ale osobiście do żadnego nie należę. Ja i moi koledzy ze spółki jesteśmy wolnymi strzelcami. Ta nasza mikrospołeczność skupia się głównie w obrębie ludzi, którzy hangarują wspólnie samoloty.
A istnieje coś takiego jak rajdy samolotowe? Uczestniczysz w czymś takim?
Tak, są rajdy i zloty. Zloty mają zazwyczaj charakter piknikowy. Jedna z najsłynniejszych odbywa się w Radomiu. Niedawno był też organizowany zlot na Mazurach. To są typowe imprezy lotnicze, gdzie można przylecieć własnym samolotem, obejrzeć inne samoloty i pokazy lotnicze. Poza tym, odbywają się również imprezy sportowe, gdzie wykonuje się latanie np. precyzyjne (czyli doskonalenie latania). Do tej pory nie brałem udziału w takich zawodach, w przyszłości nie wykluczam startu i próby swoich sił w takich zawodach. Chęć sportowej rywalizacji gdzieś tam w każdym z nas drzemie. Niemniej, potrzeba na to dużo czasu, aby się odpowiednio przygotować. Mój wolny czas jest mocno ograniczony ze względu na inne zainteresowania 😉
Zdaje się, że skrywasz wiele talentów. Jakie zatem masz jeszcze zainteresowania?
Szczególnie dużą część urlopu, bo prawie trzy tygodnie pochłania mi nurkowanie. Jestem instruktorem nurkowania odpowiedzialnym za kształcenie przyszłych młodych instruktorów. Prowadzę takie kursy z ramienia swojej federacji. Stąd w dużej mierze mój urlop skoncentrowany jest na edukacji nowych instruktorów, na prowadzeniu zajęć z metodyki i metodologii nurkowania. Tej aktywności nie zostaje mi zbyt wiele, więc latanie sprowadza się głównie do weekendowych wypadów.
Powiesz nam jakąś przesłankę na temat latania?
Latanie pozwala oderwać się od problemów w sensie dosłownym. Od wszelkiego rodzaju obciążeń, które ma się w domu i pracy. Dlatego, że skupiając się na lataniu nie masz już przestrzeni w głowie na nic innego. Z drugiej strony, jak u każdego występują momenty, kiedy kondycja psychofizyczna nie jest najlepsza, to moment w którym nie latamy. Może to być spowodowane natłokiem spraw, problemów, mnóstwem rzeczy na głowie. Dołożenie dodatkowo elementów związanych z lataniem, zamiast dać satysfakcję, podniesie tylko nasze wewnętrzne zdenerwowanie. W takich momentach pilot musi potrafić odmówić sobie i pasażerom, nawet jeśli lot był długo oczekiwany i ponieśliśmy już koszy jego przygotowania. Nie możemy ulec presji innych osób. Dla niektórych osób latanie to czysta fizyka, dla mnie to wciąż magia i nie chcę tego zmieniać złymi decyzjami.

Jakie masz doświadczenia związane z lataniem z różnymi pasażerami?
Pierwsze oderwanie kół od ziemi (co zresztą pamiętam po sobie), poczucie, że nie masz już kontaktu z lądem, to ogromne wrażenie. Dzieje się dużo i szybko, tych bodźców jest mnóstwo. Często w trakcie lotu, nawet bardzo rozgadane osoby nic nie mówią, o nic nie pytają. Dopiero później, już na ziemi, zadają pytania, np. gdzie byliśmy, z której strony, jak wysoko czy jak długo lecieliśmy.

Podzieliłbyś się z nami jakimiś powietrznymi przygodami czy zabawnymi momentami wysoko nad ziemią?
Z takich żartów sytuacyjnych przypomina mi się epizod z moją żoną. Lecieliśmy z nad morza na południe kraju. To był długi przelot, więc żona ucięła sobie drzemkę. Po jakimś czasie obudziła się i mówi:
– Musimy lądować. Jak daleko jeszcze do lotniska?
– Ja na to, że jeszcze godzinka.
– Żona: – To musimy lądować.
– Ale tu nie ma żadnego lądowiska.
– Ale my musimy. No wiesz… ja potrzebuję po prostu zrobić siku.
– Musisz wytrzymać.
– Dawid, to nie jest prośba!
Wtedy musiałem poprosić Służbę Informacji Powietrznej FIS, z którą utrzymujemy łączność radiową w trakcie lotu o pomoc w wytyczeniu lotniska, na którym możemy dość szybko wylądować. Dyspozytor lotniczy FIS zapytał – co jest powodem zmiany planu lotu? A ja – ŻONA. Dyspozytor wyraził pełne zrozumienie tej awaryjnej sytuacji, a cała korespondencja radiowa były słyszana przez dużą liczbę statków na południu kraju.
Na koniec, zdradzisz nam, jakie masz plany lotnicze w najbliższym czasie?
W najbliższym czasie planuję wylot do Czech i powłóczyć się po ich niebie. Tam jest bardzo dobrze rozwinięte mikrolotnictwo. Prawie przy każdym większym miasteczku znajduje się małe lokalne lotnisko. To świetny rejon do uprawiania amatorskiego lotnictwa ultralekkiego.
Bardzo dziękujemy za fascynującą rozmowę i życzymy samych wysokich lotów oraz wspaniałych chwil podczas latania!